Będziemy Pamiętać

09.04.2010 – Taki wieczór pewnie się nie powtórzy. Organizowałam po raz pierwszy spotkanie autorskie i bardzo mi zależało żeby było niezapomniane. Od niecałego roku znałam ludzi, którzy zgodzili się na recenzje książek Łukasza i wybrali sobie sami pozycje do przeczytania. Było mało czasu od momentu uzgodnienia terminu spotkania i  wysłania książek, do spotkania, obawiałam się, że ludzie nie zdążą przeczytać. Okazało się jednak, że młodzież potrafi w warunkach extremalnych poradzić sobie z takim problemem.

Dzień wcześniej zorganizowaliśmy z Patrykiem (mózgiem całego przedsięwzięcia), spotkanie z recenzentami, żeby ustalić jakie pytania będą zadawane i żeby się nie powtarzały.

Rano tego samego dnia wracając ze sklepu dostałam wiadomość, że nie będzie spotkania w Per Se, off`owym teatrze, bo sala jest nie przystosowana i, że nie , bo nie. Próbowałam walczyć jeszcze, ale Mariusz był twardy i nie przejednany. Stanęłam bezsilna na trawniku (żeby w razie nagłej śmierci nie zmasakrować sobie twarzy), krew odpłynęła mi z mózgu w inne rejony, mniej przydatne i chwilę stałam nie myśląc. Potem automatycznie zaczęłam pisać esa do Patryka. Powoli wracał mi rozum… zadzwonił telefon, przerywając moje pisanie:

– Dobra Anka! Masz tę salę! Róbcie to spotkanie! – usłyszałam w słuchawce głos Mariusza… Niby się ucieszyłam, niby wszystko wróciło do ładu, moja krew znalazła drogę do naczyń mózgowych, ale będę na pewno krócej żyć.

Spotkaliśmy się z recenzentami W ROCKU 69. Patryk miał tego dnia osiemnaste urodziny. Czułam się zobowiązana do kupienia prezentu i złożenia życzeń, zresztą przez telefon nie chciał ich przyjąć. Kupiłam mu płytę Titusa z ACID DRINKERS i słonia… na szczęście i powlokłam się zupełnie otępiała z wrażeń porannych, do ROCKA. Patryk nie spodziewał się prezentów, a ja wstydziłam się jak gówniara przy składaniu życzeń przy jego przyjaciołach. Za stara jestem na takie przygody…

Grupka recenzentów była niewielka, ale solidna i zaangażowana. Pytania spisaliśmy na kartce i właściwie było po spotkaniu. Recenzenci rozeszli się błyskawicznie. Zostałam z Patrykiem, który w rewanżu za płytę, która bardzo się podobała, obdarzył mnie swoją ulubioną muzyką – folk metalem, o którym miałam mgliste pojęcie.

Nie spałam tej nocy wcale. Najpierw Marek zaczął chrapać jak stado niedźwiedzi. Potem poszłam odwiedzić toaletę, potem Markowi coś się sniło i gadał przez sen. Wysłuchałam wywodu o naprawie sprzęgła i wymianie opon i myślałam, że może choć na chwilę zmrużę oczy. Kot zaczął polowanie na coś co fruwało. biegał po stole, po regale…, dostał laczkiem i wtedy poczułam błogi przypływ snu, a potem usłyszałam dzwonek budzika…

Łukasz miał przyjechać o czternastej. Z Patrykiem umówiliśmy się pół godziny wcześniej w ROCKU. 

Mariusz był już w sali. Na powitanie rzuciłam mu się na szyję z wdzięczności. Osłupiała młodzież, zgromadzona już w sali, nie wiedziała co jest grane. Nie tłumaczyłam. Mariusz jest przystojnym facetem i takie rzucanie mu się na szyję, to czysta frajda, a on nie protestował.

Po Łukasza poszłam z Mateuszem, jednym z aktorów amatorów w grupie Mariusza. Mateusz jest jednym z wielu młodych poszukiwaczy sensu życia na ziemi. Czasem poszukuje tego sensu zbyt intensywnie, mieląc przy tym jęzorem jak najęty. Tym razem też tak było. Nikomu nie dał dojść do słowa, używając często zwrotu "zajebiście" i odmieniając ten zwrot przez przypadki. Zapowiedział swoją aktywność na spotkaniu i oczywiście późniejszą wyprawę do miasta w celu wiadomym. Na spotkanie dotarlismy autem Łukasza, bo moi panowie pracowali tego dnia do póżna i nie dysponowałam transportem. Najważniejsze było, że  nocleg był blizko miejsc, które mieliśmy odwiedzić.

Spotkanie zaczęło się punktualnie. Jako najbardziej zaznajomiona z twórczością Łukasza, miałam swoje pytania, w razie gdyby recenzenci wymiękli w ostatniej chwili. Jednak nikt nie zawiódł, nawet Mateusz biedula odważył się na jedno pytanie. Tradycyjnie na rozpoczęcie Łukasz przeczytał kilka fragmentów "Xenny", a potem dyskutowaliśmy. Przeważnie opierając się o przeżycia z autopsji autora. Najwięcej emocji budziły "Melanże z Żyletką", ostra, niemalże pornograficzna powieść o związku młodej dziewczyny i dużo starszego od niej faceta. Wszystko w atmosferze alkoholowo – narkotycznej. Nie będę pisać o zakończeniu. Polecam tę pozycję wszystkim znudzonym lekturami szkolnym i ckliwymi serialami. Przypomnę tylko, Łukasz Gołębiewski "Melanże z Żyletka" Można zamawiać na stronie autora- xenna moja miłość, najlepiej wchodzić przez google.

Były też pytania do powieści "Disorder i Ja" oraz do najnowszej wydanej w lutym tego roku pt. "Złam prawo". Na koniec okazało się, że autor ma już napisaną nowa książkę pt. "Bomba w windzie" i chce ją wydać w przyszłym roku. Patryk jednak chce zrobić z tego spektakl. Nie wiem co na to jego szkoła, ale ma chłopak pasję.

To była cześć oficjalna dnia, tak na zapoznanie. Potem zaczęła się część nieoficjalna, czyli wypad do miasta szlakiem odwiedzanych kiedyś przez naszego gościa pubów i knajp. Muszę w tym miejscu napisać, że autor w książce "Xenna moja miłość " opisuje pobyt w Płocku, w niektórych lokalach. Zaczęliśmy od "10,5". Nie pamiętam już kolejności, ale był przemarsz przez Ul. Grodzką, Przez Starówkę, zahaczyliśmy o Tumska… Jeden lokal jedno piwo, albo lufka czegoś mocniejszego. Była "Lisia jama", "Harison", "Pub Grodzki" i "Browar Grodzki", "Rock 69". Odwiedziliśmy Wzgórze Tumskie, gdzie odbył się festiwal win prostych.

Mogę sobie pisać o tym spokojnie, bo byłam na służbie, Niewiele piłam bo robiłam fotki, które można oglądać na stronie autora i u mnie na facebooku (Anna Gołębiewska).

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*