Halloween

Ostatniego dnia października wybrałam się na plener fotograficzny z Pawłem i Jackiem. Pogoda była, zależy jak spojrzeć, piękna mgła nad wzgórzami i nad Wisłą. Z drugiej strony zimnica, że psa by nie wygonił. Nikt z naszej trójki nie miał pomysłu gdzie jechać, więc postanowiliśmy, że w trzecią drogę za Srebrną w lewo. Była taka mgła, że zgubiliśmy się w pomiarach i skręciliśmy po prostu w którąś tam w lewo. Po omacku niemalże dotarliśmy gdzieś tam i zaczęliśmy robić zdjęcia. Nie przepadam za krajobrazami. Szkoda mi czasu i aparatu. Myślałam, że coś się wydarzy: Pies jakiś się zerwie i nas pogoni albo tubylec z widłami. Nic z tych rzeczy. Psy były uwiązane, a tubylcy pewnie spali jeszcze, bo pora była wczesna (6.30). Wiejska nuda. Zdjęcia, mimo dobrych chęci też nudne. Nie oddalaliśmy się od samochodu żeby nie zabłądzić we mgle. Dopiero jak wyszło słońce ruszyliśmy na rozwidleniu w prawo. Punkt charakterystyczny figurka na kołku. Kawałek dalej domek, taki sobie, drewniany, sczerniały,ale okna miał zabite niedokończonymi obrazami. Normalnie obrazy na deskach wisiały w oknach…

Kawałek dalej pusta polana, a za polaną biało. Nie wiadomo czy to przepaść czy kij wie co. Zeszliśmy trochę w dół i okazało się, że to Wisła… chociaż Paweł uważał, że to jeziórko. Czułam się jak w bajce. Domek malarza, Jakaś nienazwana na początku woda, powalająca mgła. Sceny jak z horroru. Gdyby wtedy ktoś nas pogonił, to nie wiem czy znaleźlibyśmy się do dziś.

Z żywych zanotowałam tylko bodajże perkoza, który wynurzył się z wody i dał dyla startując po tafli wody. Złapałam go na matrycę i szczęśliwa, że chociaż tyle wróciłam do kompanii. Wracaliśmy na gpesie, bo słońce zaszło i wzeszła gęsta mgła. Mój perkoz bardzo się podobał podobnie jak jeden widoczek z wiatraczkim. Niestety wszystko szlag trafił bo zachciało mi sie robić w RAWach. Po południu Kasia robiła mi sesję u Artura w studio i chciała w JPEgach. Wydawało mi się, że zmieniłam tryb, ale dziś nie wiem co się stało. Na matrycy zostało kilka bezwartościowych fotek i sesja Kasi. Po chój marzłam i zrywałam się w środku nocy?????????????????????!

Na spotkaniu U Artura byłam tylko ja, z całej plenerowej kompanii. opowiedziałam jak było i co się stało. Artur próbował odzyskać moje zdjęcia i przez chwile sie nawet cieszyłam. Na próżno. Nie miałam zdjęć, to tak jakby mnie tam nie było.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*