Leezee (nowy fragment)

Liz poznałam na egzaminach wstępnych na studia. Poszłam obcykana, jak mi się zdawało. Zdałam z maty i języka i zarządzono dodatkowo test z prawa handlowego. No to myślę sobie koniec marzeń o studiach. Wtedy ktoś podrzucił mi kartkę z odpowiedziami i to była właśnie Liz. Drobna brunetka, za którą wodziła oczami conajmniej połowa samczej braci zgromadzonej na egzaminie. Po ogłoszeniu wyników wylądowałam na imprezie w akademiku.

Dużo…wszystkiego, a najwięcej ludzi w jednym pokoju ok. 20m Kwadratowych. Oprócz ciasnoty, pełno dymu i głośnej muzyki. Jedno piwo, potem drugie. Kawałek pizzy, kebab i szklanka wódki i dwa kolorowa pawie w wannie. Wyszłam na korytarz do okna i ogarnęłam się trochę. Liz najwyraźniej pilnowała mnie bo zjawiła się natychmiast i wciągnęła w wir zabawy. Pamiętam tylko, że ktoś podał mi jakiś soczek, a potem dopiero świeży powiew wiatru znad wisły i próbujący utrzymać mnie w pionie chłopak.

  • No maleńka – usłyszałam – tak nie można – piwo, wódzia i towar – stękał z przekąsem

  • Jezu! – bełkotałam – jaki towar? – spytałam dochodząc do siebie

  • Nie wiem jaki ale omało nie zostałaś przerysowana przez stado baranów z akademika. Wlekli cię do jakiegoś pokoju i obiecywali sobie wiele w nagrodę – sapał koleś

  • Acha, A czego mnie tak targasz? Nie ma taksówek? – spytałam rzeczowo

  • O! widzę, że zaczynamy myśleć samodzielnie. To git.Teraz teścik. Imię nazwisko i adres – usłyszałam

  • A! pan władza? – spytałam

  • Boże uchowaj! – żachnął się – muszę cię odstawić do domu, a przy okazji się zapoznamy. Dawaj dowód żebyś mi tu nie ściemniała

Tak oto poznałam Martiego, który nie wiedziec czemu nie skorzystał z okazji mojej amnezji i postanowił zakumplować się ze mną. Wcześnie upewnił się, że nie ćpam i nie łajdaczę się.

  • A co ankiete robisz? – spytałam

  • Nie, książkę piszę – odparł i dałam spokój.

Liz pojawiła się potem na uczelni jak zaczął się rok i pytała jak dotarłam do domu. Tłumaczyłam, że poznałam jednego kolesia i wyszliśmy. Nie pytała o szczegóły. Więcej nie poszłam z liz na imprezę. Zajęłam się swoimi sprawami.

Marti wyjaśnił od razu sprawę naszej znajomości żebym sobie czegoś nie wyobrażała, bo dziewczyny to zawsze sobie wkręcą, że jak się je ratuje to zaraz rycerz i takie tam

  • Spokojnie – uciszyłam rwacy potok jego słów – radzę sobie

    To on znowu, żebym nie myslała, że może jest gejem. Ma dziewczynę i wszystko jest ok.

 Muszę dopisać jeszcze kilka słów bo nie wyrobię. Dostałam telefon od Bractwa i czekam na następny. Chyba zniosę jajo. Mam kaca po wczorajszych baletach, a tu przedsięwziecie z Bractwem nabiera tempa. Termin, kontusze, pasy, karabele, karabiny, transport i parada przez miasto. Gites!!!! Artur będzie piał, a mnie biorą dygoty. Uhuuuuuuuuuuuuuuu!!!!!!!!!!!!!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*