Konflikt

To wcale nie jest nowy problem. Konflikt pokoleń między ojcem, a synem. Najpierw miałam to w domu, między moim ojcem, a moim bratem, teraz mój mąż i syn wojują ze sobą. Mają te same charaktery: twardzi faceci ale kiedy ich przycisnąc to się okazuje, że pod tą skorupą cierpią straszne męki, ale żaden nie spróbuje chociaż nawiązać nici porozumienia. Urzędowo, sztywno, żeby nikt nie powiedział – wymięka. Tak sobie patrzę i sama nie wiem właściwie co ja o tym myślę. Sporo wiem o nich obu i nic nie mogę zrobic. Dlaczego? Bo kiedy próbuję coś zrobić w dobrej wierze, to zaraz mi się dostaje, że się wtrącam, że nie moja sprawa. Dałam więc spokój i jak coś się dzieje to wychodzę. Albo sobie poradzą, albo… . Są dorośli, a ja już nie mam siły ani rozumu żeby to ciągle ogarniać. Na święta mieliśmy jechać do teściów. Znów ja i Miłosz zostaniemy w domu. To nie jest wina ani moja ani Marka ani Miłosza. Teściowa – Swięta kobieta – namięszała i właściwie to wcale mi się nie chce jechać. Nie lubię takich krochmalonych świąt. Każdy do każdego ma żal o coś. Uśmiechy, całuski, a jakby można było to każdy skoczyłby drugiemu do gardła. Chrzescijańska hipokryzja rodem z zaścianka. No to sobie pogadałam, rozlałam się na… na co to ja się rozlałam? Na monitor. Teraz do roboty. Okna czekają.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*