Wkurwiacze

Mój dentysta się rozchorował. Wróciłam do domu i mam mieszane uczucia – jak to cykor. Z jednej strony uniknełam stresu, a zdrugiej dobrze by było mieć to za sobą.

Chciałam sobie znalęźć robotę. Urząd pracy był gotów mi pomóc, ale nie koniecznie tak zaraz. Zarejesrowałam się, dostałam nawet te parę groszy żeby nie umrzeć…, i zaczęły się schody. Poszłam do pań biurw żeby podać nr. konta, a one mi, że mnie wyrejestowali bo nie zgłosiłam się w terminie podposać coś tam. Mówię, że dzwoniły do mnie i zmieniły termin, a one , że nie zmieniły. Wizyta u kierownika nic nie dała bo procedura itd. No i jestem za burtą. Napisałam odwołanie i czekam.

W poniedziałek stwierdzą czy jestem już kaleką, czy pół kaleką. czy może tylko ciutkaleką. Ide na komisję do spraw niepełnosprawności. Okropieństwo i poniżenie, ąle łatwiej znaleźc pracę. Podobno.

A w piątek jest koncert. W piątek przyjeżdża też Kasia. Wysłałam jej kase na konto i nie mogła pobrać wszystkiego. Znów się wkurwiłam. Znów ona i ja pewnie będziemy musiały udowadniać komuś, że mamusia darmo jeść nie dawała.

W niedzielę poszłam z aparatem na Sobótkę zapolować na łabędzie. Kilka dni wcześniej, kiedy biegałam miałam spotkanie z przedstawicielem tego gatunku. Wyszedł sobie na drogę i czekał na mnie. Podeszlam ostroznie bo to wielkie ptaszysko. Popatrzył,  zakłakał i ruszył w swoja stronę. Trochę miałam pietra ale widać łabędz swój chłop(?) i słabszych nie atakuje. Ojciec postawił oczy jak mu opowiedziałam. Podobno walniecie skrzydłem łabędzim równa się walnięciu kijem.  Nie udało mi się znaleźć Labędzia ale 'przyfrunęły' morsy. Jak nic wiosna idzie. Na srodku bajorka zobaczyłam faceta, który z zapałem rąbał lód. wokoło niego krzesełka i jakies szmaty. Myślę sobie rybak, ale z rozmiarów przerebla wywnioskowałam, że chyba będzie nurkował za tymi rybami. Rąbał ten lód i skakał po nim tuz obok dziury. Zaczęłam rozglądać się za jakimś długim kijem bo jak wpadnie to sie chłopina utopi. Jakoś, że nie wpadł, a potem okazało sie, że wprawdzie nie nurkował za rybami ale chlapał się z siudemką innych morsów, płockich morsów w tym przereblu. Cyknełam kilka fotek żeby Artur mi uwierzył i już. Nie wiem ale chyba bym nie wlazła do lodowatej wody.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

0 odpowiedzi na „Wkurwiacze

  1. avatar disorder pisze:

    hej, jednak na Aptekę nie wpadnę, wczoraj byłem na podwórkowych chuliganach i zdycham – nie te lata już… wczoraj jeden gośc opowiadał mi o dziwnych kolejach losu związanych z mostem w Płocku, podobno zbudowali most, a nie zbudowlai drogi, jak zbudowali drogę to most się popsuł… Nie wiem czy to prawda, ale to co piszesz o braku pracy i ta historia z mostem sprawiają, że mój mit magicznego Płocka zaczyna się zawalać…

  2. avatar xennabotox pisze:

    Magia miejsc powstaje w nas, a gdzieś obok toczy sie życie. Też nie byłam na Aptece.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*