Wpływy

Powracam do tematu wpływu książek na moje życie. Nie jest to zwykła lektura. jakas fikcja czy horrory. Broń Boże! nie są to także romansidła z cyklu… no mniejsza z tym. Zaczęło sie gdzieś pod koniec dziewięćdziesiątego roku. Stanęłam nagle przed ścianą i dalej ani rusz. Życie stało się monotonne i nie sprawiało radości tak jak dawniej. Praca, dom, dzieci do szkoły i tak w kółko. Czasem miałam dość do tego stopnia, że wyobrażałam sobie jak cofam czas, tak jak w jednej z książek, tylko, że ja miałam kontrolę nad tym procesem. Cofnęłam go dokładnie do dnia, kiedy kończyłam ósmą klasę podstawówki. Potem były marzenia o szkole średniej, której nie skończyłam, potem o studiach itd. Trwało to jakiś czas dopuki nie połamały mnie korzonki i lekarz nie skierował mnie na przeswietlenie. Ledwo mogłam chodzić ale kogo to obchodziło. Dowlokłam się do przychodni, odsiedziałam swoje, prześwietliłam się i spowrotem do domu. Po drodze mijałam księgarnię na 1 – go Maja. Kiedyś lubiłam czasem wpaść popatrzeć na nowości. Od dawna tego nie robiłam z braku czasu. Czemu więc nie zajrzeć teraz, pomyślałam i weszłam do środka. Nie bardzo wiedziałam co chcę znaleźć. Obeszłam stolik dookoła i zobaczyłam tę książkę: "Potęga podświadomości" Josefa Murphiego. Nie wiedziałam czemu akurat ta książka mnie tak zainteresowała ale wzięłam ją i obejrzałam spis treści. Książki bez spisu treści są mało ciekawe. Książkę tą przeczytałam dość szybko. Zaczęlam postępować tak jak tam autor zalecał i znalazłam sposób na cofnięcie czasu – w swoim umyśle. Zaczęłam od znalezienia szkoły, która nie kolidowała z moją pracą i po prostu zapisałam się do niej. Pamiętam jak polonistka na pierwszej lekcji spytała kto z tu obecnych deklaruje zdawanie matury. Jako jedyna podniosłam rękę. Ja! Ja, dla której słowo matura brzmiało jak Mont Everest. Nie do zdobycia. Zdałam te cholerną maturę na 5. Moja matka, która nigdy we mnie nie wierzyła nagle zaofiarowała się aby sponsorować mi studia ekonomiczne. Cudom nie było końca. Na studiach było bardzo ciężko. Miałam rodzinę, małe dzieci i co tydzień zjazdy. Oczywiście praca, która zabierała z życia wszystkie soki. Skończyłam te studia i planowałam magisterium ale dopiero kiedy zmienię pracę. To już mi się nie udało, ale za to udało mi się wiele innych moich marzeń. Pewnie przy planowaniu trochę się zdekoncentowałam. No cóż, nawet przy marzeniach trzeba czasem odpocząć.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*