Wpływy

Miałam właściwie pisać o wpływie książek na moje życie przez ostatnich kilka lat…, ale pomyślałam, ze warto się czymś pochwalic. Może komuś wyda sie to śmieszne… poszłam w końcu do dentysty. Dla mnie to istne bohaterstwo. Boje się tego jak diabli święconej wody. Dlaczego? Miałam kilka niewiarygodnych przygód z paniami dentystkami, z których jedna zakończyła się wypędzeniem mnie z gabinetu. Druga wyzwała mnie od histeryczek i wariatek, a potem znecała się nade mną jakis czas. Nie wazne było, że byłam w ciąży. Koszmar. Dopiero pan Henryk znalazł sposób na moje szaleństwo i zajął się tą extremalną częścią mojego organizmu. Nie powiem, miał niezły ubaw przy tym. Nieraz zostawiałam go śmiejącego się do łez, a wszystkie jego pielęgniarki nienawidziły mnie serdecznie i broniły własną piersią dostępu do jego gabinetu. Wczoraj poszłam na wizytę po dłuższej przerwie. Dobrze, że miałam wizytę na dziewiątą rano, bo wykończyłabym się. Najpierw sesja autohipnozy. Ile sobie nawmawiałam! jaka to jestem silna i, że dam radę, będę grzeczna i posłuszna (wcześniej różnie to bywało) itd. Pan Henryk zdziwił się jak mnie zobaczył, bo zapisy prowadziła jakaś młoda kobieta. Zaprosił do gabinetu, a mnie się nogi ugięły. Ale co było robić. Drzwi otwierały się na przycisk. Jak lekarz nie wypuści to nie wyjdziesz. Sprytnie. Potem to już były przyjacielskie pogaduchy. "Dawno pani u mnie nie było i co sie stało". Wyjasniłam rozwarłam paszczę i nic nie bolało. Cuda Panie! Zapomniałam już, że pan Henryk jest takim stomatologiem przez duże S. Nawet wariaci mu nie straszni.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*