MAKRO

Historia miłości spełnionej, burzliwego romansu zakończonego wyrafinowaną kopulacją. Nie będzie jednak dzwonów weselnych ani złotych obrączek. Aczkolwiek obie strony będzie przepełniać radość (cokolwiek to oznacza).

Poświata księżyca rzucała niebiesko – granatowe tło w zaułek między Starym Kołem, a Stertą Desek, niedbale ciśniętych pod ścianę. Było względnie cicho i przytulnie. Troche piachu rozrzuconego przez wiatr.

Pierwsza pojawiła się Ona. Majestatycznie i niepewnie wkroczyła w zaułek, ciągnąc za sobą ogon zakończony jak grot strzały. Weszła wolno, zdawaćby sie mogło, że rozgląda się dookoła. Przystanęła za stertą desek i zamarła w oczekiwaniu na świt. Lekki wiatr poruszył drobinami piasku, a nibieskia poświata rzuciła długi, zdeformowany przez Stare Koło cień. Cień zbliżał się i kurczył powoli. To był On. Czujny i skupiony. Zwabiony jakąś magią, a może pełnią księżyca, który za każdym razem obiecywał wielkie święto, zabawę, albo rytuał, którego spełnienie zależało od wyobraźni i nadmiernej czujności.

On stanął między Starym Kołem, a Stertą desek, gdzie widok był korzystny. On widział wszystko, co działo się w zaułku, a ktoś kto już tam był widział jego postać wzbogaconą o długi cień.

Ona drgnęła i nieznacznie cofnęła się. On stał na swoim miejscu i badał swoją sytuację. Wiedział już, że trafił na niepowtarzalną okazję, tylko teraz trzeba rozegrać ja mądrze. Nie dać się spławić  albo upodłić "kąśliwą uwagą". Podszedł bliżej, wolno. Ona stała nieruchomo. Jak mucha w pajęczej sieci – czekała. On podszedł bliżej, Ona cofnęła się tyłem w bok. On dał kilka kroków w bok zagradzając jej drogę. Oboje wiedzieli, że nie będzie łatwo i zdawali sobie sprawę, że nie uciekną przed przeznaczeniem, instynktem i czym tam jeszcze.

Zaczął się taniec. Pół kółka w prawo, pół kółka w lewo. Dwa kroki do przodu i cztery w tył. Ona rzuciła sie nagle do przodu, chcąc "kąśliwą uwagą" odebrać jemu pewność siebie On tymczasem uskoczył w bok do Starego Koła, ale wykorzystał jej wahanie i zaatakował swoją "kąśliwą uwagą". Delikatnie , ledwie ją musnął, zakołysała się oszołomiona. Już była bezbronna. Nie potrafiła uciekać. Chwilę sie miotała. Co to było? Zbyt dużo piwa? O jeden kieliszek za wiele, a może sztachneła sie blantem? Nie ważne. Już jest gotowa i cała jego. On chwilę krążył wokół niej. Taniec zwycięzcy nad kruchą bezbronnością. Przysiadła na chwile. Oddała mu wszystko co ma najcenniejszego. On otacza to swoją "lepką opieką", uważnie obserwując czy Ona nie zerwie się i nie rzuci na niego ze swoją "kąśliwą uwagą".

Jeszcze ostatnie spojrzenie (?). On czmycha w  bladoniebieską poświatę. Zaliczył strzał, wyrwał towar, jest posiadaczem.

Ona ledwo doszedłwszy do siebie oceniła sytuację. Stara się sobie przypomnieć. Przypomina jej o tym "lepka opieka" jej wnętrza, którą trzeba się bedzie zaopiekować.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*