Nemesis albo karma

Żyj tak aby twoje życie nie było udręką dla innych. Fajne motto prowadzące do świętości, ale komu dziś przyświecają takie cele? Może, żyj aby inni cię nie dręczyli, byłoby właściwe. Też za bardzo się nie da. Ostatniej soboty byłam u moich starych. Oboje są już na emeryturze i nie bardzo wiedzą co ze sobą począć. Ciągle się kłucą. Wygląda to zabawnie. Jak dzieci w piaskownicy walczące o terytorium, tak oni walczą o "władzę", jaką jest pilot od telewizora. Ojciec już dawno temu przekonał się, że ze mną nie da się rozmawiać o serialach i teleturniejach. Gazetowe plotki także mnie nie interesują. Ojciec lubi piłkę nożną, a ostatnio oglądał ręczną, czym mnie zaskoczył zupełnie. Wydzwaniał od rana i gawędziliśmy sobie. Moja mama natomiast ma dziwne upodobanie. Każdy najmniejszy mój bład potrafi podnieść do rangi przestępstwa. Osądzić i ukarać. Jest zupełnie inna niż jej matka, która była moją ukochaną babcią. Ponad to mama uważa, że ma jeszcze małe wnuki, które trzeba kontrolować i wyręczac w trudnych sprawach. Obłęd. Starość jest smutna.

Tej samej soboty minęłam się w windzie z facetem, który powiedział "cześć Aniu". Obejrzałam się i zobaczyłam w bladym świetle jego oczy. "cześć", odparłam i wsiadłam do windy. Zastanawiałam się chwilę czy czasem nie zobaczyłam ducha. Zdawało mi się, że to był Janusz, kumpel, właściwie nie mój tylko mojego brata ale czasem "darliśmy koty", bo z kim sie nie darło. Ostatni raz spotkałam Janusza na ulicy. Zatrzymał mnie i trochę pogadaliśmy. Wiedziałam, że się hajtnął i ma syna, od koleżanek "Teleexpresów". On sam opowiedział mi, że jest polonistą w najlepszym gimnazjum w naszym mieście. Trochę mało zarabia ale daje korepetycje i jakoś sobie radzą z żoną. Kiedy spytałam o syna posmutniał. okazało sie, że wykryto u niego cystę na trzustce. U dzieciaka!! 10 lat!! Dowiedziałam sie także, że zrobili mu biopsję i będzie brał chemię. Miałam tego dnia iść na zabiegi rehabilitacyjne. Zrezygnowałam i poszliśmy z Januszem na kawę. Opowiadał o swojej żonie pielęgniarce, która poświęciła swoje życie wychowaniu syna, a teraz razem z nim walczy o jego życie. "A ty?"spytałam. "Jak przeżyje, to obiecałem, że zabiore go do Disneylandu" odparł z uśmiechem "Potem będziemy grać w nożną, a potem opowiem mu jak wyrywac towary" dodał.

Myślałam o tej rozmowie i o tym co zobaczyłam mijając się z nim przy windzie. Coś poszło nie tak, bo jak donoszą koleżanki "Teleexpresy", Janusz dużo pije i łazi z menelami. Żona od niego odeszła. Nie cierpię plotek. Wolałabym od niego usłyszeć trochę prawdy. Może będzie okazja, bo podobno często bywa u swojego ojca, w bloku gdzie mieszkają moi starzy. Teraz to pewnie nie będzie spotkanie przy kawie, a może… 

Na koniec coś zabawnego , bo zrobiło się mrocznie. Dzień wcześniej byłam na Tumskiej. Wracałam z "Empiku" targając gazety dla mojej córki. Z przeciwka nadciągała jakaś znajoma sylwetka machająca do mnie. Jestem krótkowidzem i na odległość raczej słabo widzę. Sylwetka zakołysała się i rąbnęła w tył. Podeszłam bliżej. Okazało się, że to moja koleżanka Kasia. Nie widziałyśmy się od dawna. Teraz ona nie bardzo wiedziała czy sie cieszyć czy zapaść się pod ziemię. Pogoda wredna, a na Tumskiej śnieżna breja, a w tej brei Kasia w jasnych dżinsach i w futerku z "mysich pitek"  – jak zwykle. Zebrałam ją z tej brei najszybciej jak tylko się dało i zacągnęłam do "Sfinksa". Usiadłyśmy w ciemnym kącie i zamówiłyśmy kawę. Poleciłam, żeby sie uspokoiła bo i tak nic nie zmieni, uwalana od stóp do głowy w błotnistym śniegu. "Jak ja wyglądam?"biadoliła. Pewnie w tej sytuacji lepszy by był łyk czegoś mocniejszego niż kawa albo neospazmina. Wypiłyśmy kawę, Kasia trochę się uspokoiła. Zaciągnęłam ją do toalety. Błoto trochę przyschło więc zeskrobałyśmy co sie dało. Zamówiłam taxi i odwiozłam Kasię do domu. Wojtek jej mąż zaśmiał sie rubasznym basem i stwierdził, że to są konsekwencje chodzenia w szpilkach o tej porze roku. Myślałam, że go uduszę. Kasia się poryczała i wyzwała od dyletantów (?). Swoją drogą miał troche racji. Ja osobiści zima chodze w glanach. Mam gdzies w szafie zajebiaszcze botki –  szpilki z ćwiekami i łańcuchami ale zimą założę je tylko wtedy, kiedy będę chciała ze sobą skończyć.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*