„Best sunday dress”

 

 

On:

 

 

Nie chciałem widywać się z Bogdą. Matka najpierw się awanturowała. A po jakimś czasie dała spokój. Na rok wyprowadziłem się z domu do takiej jednej. Wiedziałem, że się puszcza. Miałem oddzielny pokój. Pracowałem, miałem kasę na życie I wszelkie uciechy, które zawsze zaczynały się gdzieś w knajpie, a kończyły w moim pokoju. Dziewczyny były różne. Przeważnie nie pamiętałem ich imion, a czasem nawet tego co znimi robiłem. Może nic. Po roku przeniosłem się do innej dziewczyny. Postanowiła zająć się mną bo wydawało jej się, że mnie kocha. Przez pół roku karmiła mnie I opierała. Miała chyba na imię Justyna. Żyliśmy nawet zgodnie, jak w dobrym małżeństwie. Nawet mi się to zaczęło podobać. Kupowałem jej kwiaty I prezenty. Nawet zrobiłem remont w mieszkaniu. Któregoś dnia Justyna przyszła później z pracy I oświadczyła, że jest w ciąży I żebym spadał, bo ona nie chce mieć dzieci. Przynajmnie nie ze mną. Powiedziała,że na zabieg jedzie do Niemiec I , że jak wróci to ma mnie nie być. Miałem trzy dni. Wróciłem do matki, która rozanielała się w ramionach ojczyma. Co noc słyszałem jej jęki I co noc obiecywałem sobie, że wynajmę coś I odejdę od matki na zawsze. Kiedy ja byłem zajęty szukaniem sobie konta, zaczęła przychodzic Bogda. Zmieniła się. Nie śmierdziała, ubierała się modnie I podkreślała figurę obcisłymi sukniami I bluzkami. Zacząłe się znią spotykać ale tylko tak, bez zobowiązań. Wynająłem małe mieszkanie ale z myślą o innej kobiecie, o która zamierzałem walczyć. Tym bardziej, że przyjechała Ela I oświadczyła mi, że Alicja ma faceta I zareczyła się z nim. Za rok ślub. Nieodwołalnie. Poprosiłem Elę żeby powiedziała Ali, że ją kocham I, że będę walczył o nią. Ela uśmiechnęła się blado I powiedziała tylko żebym się spieszył bo to nigdy nic nie wiadomo. Wyremontowałem mieszkanie, kupiłem nowe meble z oficjalnego przydziału. Wystawałem po nocach. Nawet jeden facet poradził żebym dał sobie spokój bo jak sie ożenie to mogę wziąć kredyt dla młodych małżeństw I wszystko dostane szybciej. Dotrwałem jednak do końca kolejki. Kupiłem regalik I nowiutka kanapę. Dywan zabrałem z domu pod nieobecność matki bo nie starczyło mi kasy, a żyć z czegos musiałem. Za miesiąc kupiłem nowe firanki, wysprzątałem I ustaliłem datę odwiedzin. Zapisałem sie na telefon, na który trzeba było czekać z rok. Mnie kumpel załatwił za pół roku radząc bym napisał we wniosku, że będę prowadził działalność gospodarczą. Moja Ala musiała mieć wszystko.

Pamiętam, że tamtego dnia padał deszcz. Teraz zawsze gdy pada deszcz palę swieczkę I modlę się. Wtedy jakoś lżej mi żyć. Matka przyszła wieczorem kiedy zawieszałem reprodukcję van Gogha na ścianie. Wiedziałem, że Ala lubiła van Gogha. Matka miała łzy w oczach I była blada. Przysiadła na mojej nowiutkiej kanapie I cały czas patrzyła jak zmagam się z obrazem. Nic nie mówiła. Spytałem co się stało. Odparła, że Ela dzwoniła do sąsiadów I powiedziała, że ta dziewczyna Ala ma jakiegoś guza na mózgu I leży w szpitalu. Zrobili jej jakieś badania. Góz złośliwy , są przerzuty… I ona na morfinie żeby nie bolało. Poprawiłem obraz bo krzywo wisiał. Jeszcze nie dotarło do mnie co matka powiedziała. Wyszedłem do kuchni I długo stałem przy oknie. Chuczało mi w głowie. Odtworzyłem słowa matki raz jeszcze z jakiejś taśmy w głowie I dopiero wtedy do mnie dotarło co mówiła. Nie pamietam co robiłem przez kolejne dni. Nie wiem nawet ile to trwało. Ocknąłem się przed lustrem, zarośnięty, śmierdzący I pijany. Myślałem, że umarłem I teraz jestem gdzieś między. Czyściec , pamiętałem z religii. Niestety byłem w swoim mieszkaniu. Wszędzie walały się butelki po piwie, wódce, winie. Jak na melinie. Powoli docierało do mnie to co sie stało. Przypomniałem sobie wizytę matki I jej słowa, a potem zacząłem płakać.

Nie zdążyłem zobaczyć jej żywej. Na pogrzebie stałem z daleka z wieńcem z białych róż. Postanowiłem skorzystać z okazji I pożegnać sie chociaż. Niedoszły mąż Ali długo stał nad trumną nie mogąc uwierzyć, że ona leży tam zupełnie nieżywa. Oparłem swoją wiązankę o stojak I spojrzałem na Alę. Wydawało mi sie, że się uśmiecha. Leżała ubrana w krótką białą sukienkę z falbankami. Białe rajstopy. Najlepsza niedzielna sukienka, taka w jakiej małe dziewczynki chodzą do kościoła pokazując Bogu swoją neiwinność. Dłonie splecione jak do modlitwy. Nachyliłem sie I pocałowałem ją w czoło. Nie mogłem się oprzeć. Po gosciach pogrzebowych przeszedł szmer. Daj spokój chłopie, weź sie w garść, usłyszałem głos niedoszłego męża Ali. Nie zwracałem uwagi. Trzymałem Ale za rękę I szeptałem żeby mi wybaczyła, że nie zdążyłem jej powiedzieć osobiście, że… a teraz odchodziła gdzieś sama I zostawiała mnie na zawsze. Wsunąłem pod zagłówek małe czerwone pudełeczko I odszedłem. Na cmentarzu stałem daleko. Nie mieściło się w mojej głowie, że ona tam jest I za chwilę ją zakopią. Osunie się w ciemny dół, a potem na zawsze przykryją ją kwiaty.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*