"Best sunday dress (cdn.)"

Ona:

Na imie mi Ala…, ta od Asa z Elementarza. Jestem narysowana I napisana od poczatku do końca.

Jak zwykle w czwartek śpieszyłam sie na próbę chóru. Miałam iść z Elą do papierniczego po pióro. Uparła się, że będzie pisać piórem. Obiecałam I co z tego. Pobiegłam doniej I powiedziałam o próbie I chciałam umówić sie na jutro. Miała gości wiec odetchnełam z ulgą. Próbowała przedstawić mi jakiegos swojego brata ale nie zdążyła. Nie cierpie wizyt gości, nie cierpię być gościem. Wszystkie ciocie zaraz obściskują I obcałowują rozmazując szminkę na policzku.Brrr!

Zaczynały się ferie zimowe I Ela, mimo, że chodziła do innej szkoły zawsze była do usług. Byłyśmy w czwartej klasie podstawówki. Ela miała na okoliczność ferii kilka zbzikowanych pomysłów: szalona jazda na sankach z jakichś "górek śmierci" albo rzucanie sie śnieżkami do utraty przytomności. To pierwsze o mało nie pozbawiło mnie życia, a przez drugie nadmroziłam sobie ręce. Postanowiłam pozostać przy łyżwach.Na szczęście Ela nie miała Lyżew bo pewni wykończyłaby mnie w jakiś inny wymylśny sposób. Nie miała wyjścia siedziała na ławce I przyglądała się jak próbowałam wykręcić pirueta. Któregos razu przyprowadziła brata, tego co widziałam już wczesniej.

  • Jedrek – przedstawiłsię

  • Ala

    Miałam dziesięc lat I po raz pierwszy poszłam z chłopakiem do kina. Film jak film. "Banda Olsena "czy coś. Jedrek napasł mnie krówkami, po których mdliło mnie przez następny tydzień. Nie mogłam się opędzić od Eli I jej brata. Każdego dnia rano graliśmy w jakieś głupie gry. W "szczerość" albo w "państwa miasta". Jezu! Padały takie pytania: masz chłopaka? Całowałaś się już? Trzeba było odpowiedziec szczerze. Jasne, że odpowiedź była "nie", bo jaka miała być. Na początku graliśmy I łazilismy we trójke. Potem kiedy Ela miała swoje sprawy Jędrek przychodził sam. Przewaznie w soboty. Dziwna to była znajomość. Nigdy oficjalnie nie powiedział, że jestem jego dziewczyną. Dziewczyny z mojej klasy pisały pamietniki I mogły taki fakt odnotować pod konkretną datą ba godziną. Ja oficjalnie byłam bez chłopaka. Jedrek często przychodził na moje mecze albo na treningi. Widziałam go ale nie bardzo wiedziałam za to, jak sie zachować. Czasem machalismy do siebie po prostu. Z daleka. Dziwne było to, że kiedy nie przyszedł w jakaś sobotę to czegoś brakowało. Zawsze robił niespodzianki. Tak jak w tamte święta Bożego Narodzenia. Byłam w pierwszej klasie liceum. Zupełnie nie panowałam nad swoją nauka. Pierwszy semest to była po prostu katorga. Wiecznie brakowało mi czasu. Wszystko było na wczoraj. Miałam mase zajęć dodatkowych. Najlepiej zeby dzień miał 48 godzin.

    Przyszedł dzień przed wigilją. Miałam mase roboty bo wyjeżdzalismy do rodziny na Mazury. Do mnie należał wysprzatac w łazience, upiec szarlotkę, pokroic warzywa na sałatkę. Zapakowac torby podróżne I prezenty. Uwijałam sie od rana. Torby były już zapakowane, szarlotka w połowie. Zastał mnie przy łazience. Stałam przed nim w obciachowej kwiecistej kiecce I gumowych rękawicach. On z pluszowym misiem, jakaś torebeczką I czerwoną różą. Wystrojony, uczesany. Ojcu sie to nie podobało ale zaprosił jędrka do środka. Jak zwykle mój brat musiał uczestniczyć w zdarzeniu. Nie mogliśmy sie go pozbyć z pokoju.

  • To dla ciebie od Mikołaja – powiedział kiedy mój brat dostał od niego jakis drobiazg I w końcu wyszedł. Nie wiedziałam co zrobić, co powiedziec. Postanowiłam zagrac z nim w szczerość tak jak dawniej I powiedziałam, że nic dla niego nie mam. Całe kieszonkowe poszło na pędzle dla mojego szwagra Maćka, który uczył się na ASP. Poza tym skąd mogłam wiedzieć, że Jędrek przyjdzie. Nigdy nie uprzedzał.

  • Nie szkodzi – odparł – Jesli dasz sie namówić na spacer to w zupełnosci wystarczy. Możemy iść do "Horteksu" – zaproponował. Odpowiedziałam, że może za dwie godziny bo mam jeszcze sporo roboty. Zgodził się.

    Szarlotka troche sie przypaliła, sałatke kroiłam byle jak. Poza tym mój kochany brat ciągle bombardował mnie tysiącem pytań I pętał sie pod nogami. Mama wcisnęła mi pare groszy z uśmiechem I ledwo sie wyrobiłam. Byłam wykończona, a Jedrek wydawał się wcale nie zachwycony moim pojawieniem. Sapał, cos mamrotał. Zaproponowałam, że może kupię mu jakąś książkę I już. Nagle się ożywił. Powiedział, że nie ma mowy, że idziemy do "Hortexu". O książkach możemy oczywiście porozmawiać jeśli chcę. Zamówiliśmy jakieś wymylśne desery I napoje. To znaczy ja zamówiłam. Powiedziałam, że płacę za nas dwoje. Prawie się nie odzywał . Spytał tylko co robie w sylwestra, potem wysłuchał opowiesci o Maćku. Na moje pytanie gdzie spedza swięta odparł, że na wsi ale najchetniej pojechałby gdzies gdzie jest ciepło. Też bym chciała. Na pozegnanie podalismy sobie dłonie.

    W tamte swięta po raz pierwszy sie upiłam. Święta na Mazurach to jedna wielka balanga. Dorośli wysiadują przy stole, suto zastawionym I pija do upadłego. Siłą rzeczy nikt sie nikim nie zajmuje. Ja leżałam u Maćka w pokoju. Opróżnilismy butelke wina I roztaczalismy plany budowy naszej galerii. Robiliśmy plany wystaw, koncertów, spotkań. Maciek obejrzał moje prace. Podobały mu się W Nowy Rok życzyliśmy sobie sukcesów. Tak naładowana dobrymi prądami wróciłam. Planami o galerii żyłam cały nastepny rok. Złapałam jakaś infekcję na wiosnę I przelezałam w gorączce tydzień. Potem tydzień w szkole I znów od nowa. Tydzień w gorączce I tydzień w szkole. Lekarz rozkładał rece, a ja ciągle goraczkowałam. Dopiero po jakimś czasie , nie wiem, dwóch miesiacach poszłam do laryngologa, który przerwał w końcu pasmo chorób. Wróciłam na dobre do szkoły. Miałam masę zaległosci. Kończył się maj, kończyła się szkoła, a ja miałam sześć przedmiotów w plecy. Nigdy tak nie było. Każdego dnia miałam po kilka zaliczeń. Matematyka, historia, biologia, chemia. Z fizyki jedynie facet odpuscił. Wyhudzona, wykończona, jakims cudem zaliczyłam drugą klasę. Jakims cudem to delikatne określenie. Przez póltora miesiaca bardzo mało spałam. Przestałam jeść. Byłam chodzacym szkieletem. Dopiero wakacje na wsi mazurskiej doprowadziły mnie do jako takiego ładu.

    Miałam plany, miałam zacięcie no I miałam wolną wolę. Po wakacjach wszystko trafił szlak. Z planów została kupka gruzu, podmieciona gdzieś w kąt świadomosci, a zaciecie zastąpiła flaszka wina wypijana gdzieś na imprezie albo po prostu w parku z nowo zapoznanym towarzystwem…(cdn)

 

 

 

  

"Best sunday dress (cdn)"

 

 

On:

 

 

Przez jej pierwszy rok w liceum widziałem ją tylko raz. To były święta Bożego Narodzenia. Poszedłem do niej z prezentami. Nie bardzo wiedziałem co kupić. Pluszowy miś, srebrna branzoletka…, w ostatniej chwili dołożyłem czerwoną rózę. Nikt inny wtedy prezentu ode mnie nie dostał, bo na Alicje wydałem całe kieszonkowe.

Otworzył jej stary. Patrzył złowrogo na mnie I na moje fanty. Okazało się, że oderwałem ją od roboty. Ubrana była w krótką sukienkę, a na rekach miała gumowe rękawice. Była zaskoczona. W pokoju szeptnęła cicho, że nic dla mnie nie ma, że ją nie uprzedziłem. Głupia sytuacja ale wybrnąłem. Zaproponowałem spacer, który wynagrodzi brak prezentu. Powiedziała, że może za dwie godziny bo ma trochę roboty. Umówiliśmy sie na osiemnastą koło windy. Byłem spocony kiedy wyszedłem. Zanim wróciłem do domu troche postałem przy otwartym oknie w korytarzu.

Nie mogłem sobie znaleźć miejsca w domu więc polazłem na to spotkanie dwadzieścia minut wczesniej. Znów stałem przy tej windzie, a czas stał w miejscu. Z korytarz dochodziły mnie odgłosy z mieszkań.zacząłem się denerwować, że tak mnie ta czła sytuacja z tymi świetami nakreca. Dałem prezenty, złożyłem życzenia, byłem miły, a ona ? Jak skała. Poprostu mnie olewała. Każda inna rzuciłaby sie w moje ramiona od razu, a ja musze czekać . Czego sie spodziewałem? Dziewczyny z mojego miasta były bardziej dostępne. Przynajmniej miały czas I dawały sie objać, przytulić…

Łaskawie przyszła.. nawet punktualnie. Byłem chyba zbyt oschły przez te wszystkie przemyslenia bo nagle zaproponowała, że jesli nie mam czasu to ona kupi mi książkę albo co. nagle mi przeszło. Zapewniłem, że czekałem cały rok na to spotkanie I teraz pujdziemy do "Hortexu". O książkach mozemy porozmawiać, oczywiście. Nie cierpiałem rozmawiać o książkach. Łektury zawsze budziły mój wstręt I zawsze korzystałem z wiedzy kolegów. Właściwie to sam nie wiedziałem o czym mogę rozmawiać z Alą.

Uparła się, że ona zapłaci za desery I napoje bo ja już sie wykosztowałem, czym powaliła mnie na kolana I byłem gotów rozmawiac z nią o wszystkim. Ostrożnie zacząłem ją wypytywać o plany na święta I na sylwestra. Powiedziała, że jedzie do rodziny na Mazury I wraca dopiero po nowym roku. Opowiadała tez o swoim szwagrze, który studiuje zaocznie na ASP w Łodzi. Zawsze w wigilje po pasterce chodzi z nim na ryby. W ogóle jest super facetem, ona ma zawieźć mu swoje rysunki żeby obejrzał. Słuchają razem muzyki I rozmawiaja o książkach. Potem ona spytała co robie w święta. Czekałem na to pytanie. Chciałem powiedzieć, że będę myślał o niej I o tym spotkaniu, że w nowy rok chciałbym złożyć jej życzenia ale ta cała gadka o wspaniałym szwagrze trochę mnie wytrąciła z równowagi I bąknąłem tylko, że bedę na wsi. Potem dodałem, że chetnie pojechałbym gdzieś do ciepłych krajów. Nie skomentowała tego. Jadła wolno swój puchar z owocami I popijała kawą. Ja zastanawiałem się kiedy znowu ją zobaczę…

Kończyły się ferie zimowe I w moim internacie organizowało się zabawy karnawałowe.Byłem w trzeciej klasie zawodówki. Na wylocie. Nie lubiłem tańczyć ale wolałem troche jazgotu od samotnego wieczoru w pokoju. Na stołówce był straszny ścisk. Pewnie było więcej chętnych niż zaproszonych. Jak zwykle. Pokręciłem sie troche po sali I wyszedłem na korytarz. Bednarz I Franek "Kizior"umawiali się na flaszkę. Nie skorzystałem z zaproszenia. Stałem pod ścianą I przyglądałem się jak grupka dziewczyn po cichu dzieliła fajki. Pewnie chciały zajarać na dworzu. Z sali nagle wyszła Ala. Spocona w towarzystwie Benka. Hudego wymoczka. Patrzyłem na nich I nie mogłem uwierzyć . Benek trzymał ąlę za ramię I coś mówił. Ona w odpowiedz uśmiechnęła się I pokiwała przecząco głową I ruszyła do wyjścia. Podeszłem I zapytałem co tu robi. Zdziwiła sie na mój widok. Odparła, że jej klase zaproszono na zabawę ale już wychodzą bo strasznie tu ciasno. Zaproponowałem, że ją odprowadzę. Nie zgodziła się. Powiedziała, że jest późno I nie bedę wracał sam po nocy. Spytałem czy będzie u Eli na osiemnastce. Odparła, że pocięły się ostatnio I nie wie ale z życzeniami przyjdzie. Benek długo wypytywał mnie o nią. Warknąłem tylko żeby spadał I poszedłem do siebie.

Ela kupiła na swoje urodziny szampana, dwa wina I butelkę wódki. Spytałem ją czy wie czym to grozi. Odparła tylko, że będzie fajnie I żebym się nie martwił. Spytałem czy bedzie Ala. Odparła, że jeśli nie bedzie Ali, to nie będzie urodzin bo przyniesie magnetofon I obiecała upiec ciasto. No to sie ucieszyłem ale nie na długo. Około szóstej przyszło sześć koleżanek Eli. Były tak wyperfumowane, że zrobiło mi się niedobrze od tych zapachów. Jak na złość wszystkie po kolei cmokały mnie w policzek na powitanie. Myślałem, że puszczę pawia. Ala przyszła o pół do siódmej z wielkim magnetofonem, a potem poszła jeszcze po blachę ciasta. Z rozpaczą stwierdziłem, że jestem jedynym facetem I, że znów nie będzie mi dane pogadać z Alą bo zajmowała się muzyką. Zabawa trwała do północy. Zabawa . Czułem się jak w perfumerii. Ponadto byłem po dwóch lampkach wina, kieliszku szampana I trzech kieliszkach wódki. Chciałem choć raz zatańczyć z Alą. Poprosiłem ją o wolny kawałek I o taniec. Nie wiem czy sie perfumowała bo już nic nie czułem. Objąłem ją I przytuliłem do jej ciała. Była drobna I pasowała do moich ramion. Rozmarzyłem się na dobre I kiedy chciałem cmoknąć ją w policzek uchyliła się. Mogłem tańczyc z nią do rana. Wolno, tuląc ją do siebie…Kiedy wyszła dogoniłem ją I wziąłem magnetofon I blachę po cieście z jej rąk. Zapytałem czy jej się podobało. Odparła, że jest pijana I chyba było fajnie bo Ela zaspiewała. Nic by nie było w tym dziwnego tylko, że moja siosta nie miała za grosz słuchu I raczej na trzeźwo nie ważyłaby się śpiewać. No ale po kielichu I na swojej osiemnastce… kazdy wybaczył. Oddałem Ali magnetofon I blache pod drzwiami jej mieszkania. Staliśmy chwilę, a potem nagle objąłem ja w pasie I pocałowałem. Nie był to jednak zwykły pocałunek. Napewno w innych okolicznościach posunąłbym sie dalej…

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*