***

 

 

"Best sunday dress"

 

Historia banalna o miłości:)

 

 

On:

Znałem ją prawie całe swoje życie. Mniej więcej od trzeciej klasy podstawówki.Była koleżanką mojej siostry ciotecznej. Pierwsze poznanie było w czasie ferii zimowych. Przyszła do mojej siostry Eli, żeby powiedzieć, że idzie na próbę chóru I zaraz wyszła. Mniej więcej od tamtego czasu matka zauważyła, że przestałem z nią rozmawiać więc zaczęła wypytywac co się stało. Sam nie wiedziałem. Myślałem o niej I to sprawiało, że czułem się dobrze. Rzadko się widywaliśmy bo mieszkałem w innym mieście ale zawsze byłem dziwnie podniecony gdy wchodziliśmy do tamtego bloku. Dość szybko zacząłem się z nią umawiać. Czasem sie wykręcała zajęciami I długo musiałem czekać. Praktycznie w tamtym czasie czekałem tylko na nią. Mogłem mieć co najmniej dziesięcć kolezanek Eli na raz. Dziwnym trafem zlatywały się gdy ja byłem u niej. Były gadatliwe jak stare baby, a ja patrzyłem na zegarek chcąc wyrwac się z tego jazgotliwego towarzystwa. Wychodziłem bez słowa I czekałem przy windzie. Zawsze małomówna raczej słuchała. Dziwiłem się bo nie plotkowała nie żaliła się na szkołę. Zawsze po seansie filmowym długo rozmawialiśmy o filmie czasem o lektórach szkolnych o piłce nożnej, którą ona lubiła, a mnie wydawało sie to niewiarygodne. Może dlatego ja lubiłem. Nie mówiła o sobie ani o innych. Raczej to ja gadałem o swojej rodzinie, o bracie przyrodnim. Matka była po rozwodzie z ojcem. Mówiłem też o ojcu, który rzadko nas odwiedzał. Matka bała się, że zostane zdemoralizowany. Chciałem być. To było słowo, które chciałem zgłębić I chyba zgłębiałem od samego początku znajomości z Alicją bo tak miała na imię moja droga do demoralizacji.

Była nieśmiała ale miała użo kolegów, którzy zaczepiali ją czasem na ulicy gdy szlismy razem. Pytałem o nich ale ona mówiła krótko "to kumple". Podświadomie chyba byłem zazdrosny I chyba bałem się, że któregoś dnia nie pójdzie ze mną do kina.

Czas mijał. Matka hajtnęła się z ojcem mojego przyrodniego brata I zamieszkaliśmy blizko Alicji. To była zabita wiocha, gdzie jedyną atrakcją były sobotnie zabawy. Skończyłem podstawówkę I brat wziął mnie na taką zabawe. "pokażę ci swiat" powiedział I podał butelke wina. Wcześniej już próbowałem sie upijać, na wycieczkach szkolnych albo na wagarach. W tamtej sali pełnej wyrośniętych drabów to był pierwszy raz. Mieli tempo jak sportowcy. Po kilku łykach każdy z nich brał jakaś panienkę do tańca I zaczynały się macanki. Robili zakłady, który więcej panienek wymaca. W końcu przyszła kolej na mnie. Podochocony winem poprosiłem do tańca jakas blądynę. Wydawała mi sie niegroźna. Zaczęliśmy tańczyć, a ona położyła dłoń na moim kroczu. Myślałem, że oni tak wszyscy tańczą. Dostałem wzwodu, a moja partnerka uśmiechała sie tylko. Wzwód jak wzwód. Nie pierwszy w życiu ale ona chciała wyjść. Powiedziałem jej, że pójde najpierw do kibla. Lać mi sie chciało. Pewnie po tym winie. Zgodziła się, a ja poszedłem. Pomyślałem, że nie zaszkodzi mi chwila przyjemności sam na sam I strzepałem się w tym kiblu. Gotowy do akcji z panienką ruszyłem spowrotem na salę. Wpadłem w sam środek jakiejs awantury. Okazało się, że brat mój okłada jakiegoś gościa stąd. "wypierdalaj mały"usłyszałem, a potem jacyś kolesie wywlekli mnie na powietrze I dostałem pare razy po ryju. Rano matka załamała rece jak mnie zobaczyła. Ryj opuchnięty, oko zrobione na pandę I rozcieta warga. Brat zabrał mnie do ogrodu I wyjasnił, że macałem panienkę miejscowego bogacza I dlatego dostałem. "mogliby cię zabić mały, u nich to nic takiego". Pomyślałem tylko co by było gdybym zerżnął tę panienkę bo niewiele brakowało. Tak oto pasowany na miejscowego, z obitym ryjem mogłem zacząć funkcjonować na wsi

matka właściwie nie ruszała się ze wsi. Doszła do wniosku, że dobrze będzie mieć mnie na oku więc posłała mnie do miejscowej szkoły popularnie zwanej siedemdziesiątką ale umieściła w internacie. Wiadomo młoda para chciała mieć spokój od bachora. Po edukacji brata zacząłem edukację w nowej szkole. Moja Ala kończyła podstawówkę tak samo jak Ela. Nie widywaliśmy sie czesto bo Ala miała ciągle jakieś mecze I nie było jej w mieście. Teskniłem jak mops. Umawiałem sie z koleżankami Eli z nudów. Niektóre były nawet chetne zawlec mnie do łóżka ale przewaznie kończyło się to na szybszym powrocie starych I potem sam musiałem sie zaspokajać do rana. W końcu tylko o tym myslałem. Mogłem dymac wszystko. Branzlowałem sie wszedzie gdzie sie dało. Dziwiło mnie jedno. Nie miałem ochoty na panienkę. Może bardziej nie było okazji no I miejcowe panienki nie były chetne. Wakacje spędzałem w moim mieście. Nudziłem sie jak mops bo okazało sie, ze ojciec ma jakąś cizię I w związku z tym nie pojedziemy na żagle. Włoczyłem sie wiec ze starymi kumplami po mieście podczas gdy stary dogadzał swojej cizi. Po którymś pijaństwie ojciec kupił mi rower I kazał pojechać gdzies nad wodę. Pojeździłem po osiedlu, a potem postanowiłem odwiedzić Alicję. Kiedy mnie zobaczyła w drzwiach zziajanego jak pies po prostu oniemiała. "Ty chyba nie…"urwała. Tak powiedziałem . Jechałem sto kilometrów. Ugosciła mnie obiadem I kawałkiem ciasta. Umyłem sie bo smierdziałem jak małpa, a potem pojechalismy razem nad jezioro. 12 kilometrów to nie sto. Wprawdzie Ala ostrzegała, że będzie burza ale co tam burza. Podziw w jej oczach napedzał moje ego. No I miała rację. Burza rozpętała się jak tylko dojechaliśmy na miejsce. Przeczekaliśmy ja pod jakąs wiatą I wracaliśmy spowrotem. Było mokro I slizgo. W pewnym momencie zamieniliśmy sie rowerami. Ja miałem rower z hamulcem przy kierownicy. Ala miała w pedałach. Kiedy sie zorietowałem I chciałem ostrzec ona pedziła już ze stromej góry. W pewnym momencie straciłem ją z oczu. Wsiadłem na rower I ruszyłem. Leżała na srodku jezdni przykryta rowerem I nie ruszała się. Ledwo wychamowałem na poboczu. Rzuciłem rower I podbiegłem do niej. Nie ruszała sie . Przeciagnąłem ją na pobocze I ułożyłem wygodnie. Potem zająłem się rowerem. Ala ocknęła się. Była pokaleczona. Miała otarcia na twarzy rekach. Na jasnym ubraniu pojawiły sie slady krwi. Pytałem czy dobrze się czuje. Odparła, że tak ale za chwilę coś się z nią stało. Dostała jakiegoś paraliżu. Nie mogła mówić, dretwiały jej ręce. Boze jak stasznie bałem się o nią. W końcu przytuliłem ją do siebie, rozcierałem sztywne dłonie I po jakimś czasie wszystko przeszło. Siedzieliśmy na poboczu. Nie było mowy żeby ona wsiadła na rower. Bałem się, że nigdy już nie wsiądzie. Próbowałem zatrzymać jakiś samochód. Bezskutecznie.w końcu postanowiła,że pojedzie jednak na rowerze. Bałem sie o nią. Bałem sie co powiedza jej rodzice. Byłem u niej trzy razy tamtego dnia. Była poobijana ale cała I zdrowa. Bałem sie , że ją stracę. Gdyby wtedy , na tej ulicy jechał za nia jakiś samochód….(cdn)

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „***

  1. avatar zakazana pisze:

    jestem zdania, że jeżeli ktoś nie jest nas wart nie należy się tym przejmowac.;) uwierz, gdyby każdy przejmował się każdym niedojrzałym facetem byłoby z nami źle.;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*