CD szminka i podkład

 

    Kiedy siedziałam kręciło mi sie w głowie I zalewał mnie lodowaty pot. Położyłam się. Musiałam przysnąć bo znalazłam sie na imprezie u Marty. Na pewno sniłam. Byłam przecież w szpitalu ale nigdy przedtem sen nie był tak wyraźny, barwny…. Do tej pory moje sny były tylko strzępem, myślą, którą potem rozwijałam przez wiele dni na jawie.

    … Własnie chciałam wychodzić, kiedy podeszła do mnie tamta kobieta ze szpitala. Nie umalowana ,w zwykłej sukience. We snie taka akurat miała.

  • Już uciekasz, a tyle chciałam ci opowiedzieć – odezwała się

  • Ledwie się znamy – bąknęłam. Miałam już trochę we krwi I co rusz zasychały mi usta.

  • No właśnie. Może tak jest lepiej – odparła

  • Jak? – miałam mętlik w głowie. Z głębi pokoju szedł w nasza strone Grześ. Był spocony I zziajany

  • A co to ! Juz wiejesz? Nos Jesze młoda – starał się . Uśmiechnął sie krzywo, a potem wykonał namietne spojrzenie

  • Chodź bebe – wyciągnał dłoń – bedę tańczył tylko z tobą.- Coś było nie tak. Był za trzeźwy żeby… a co tam. Zostałam.

    Na korytarzu ktos cos przewrócił. Huk się zrobił. Serce załomotało mi jak oszalałe. Echo rozniosło się po mojej głowie, a potem byłam w ogrodzie

  • Słuchasz mnie? – jej głos był wyraźny. Siedziała na plastikowym leżaku I sączyła jakiś zielony płyn. Rozejrzałam sie . Jasny dzień ale nie mogłam dojść gdzie jest słońce.

  • Co to za miejsce? – spytałam

  • To mój dom I ogród – odparła

  • Fajna chata – skwitowałam I przyglądałam się robotnikowi na dachu. Zrywał dachówke I ciskał nią na ziemię

  • Teść rozbiera dom – odparła – w środku już nic nie ma

  • Wiec co tu robisz? – spytałam

  • Ma czas do wieczora. Jesli nie da rady to wszystko się wyda

  • Co się wyda?

    Kobieta założyła nogę na nogę I nerwowo machała tą założoną.

  • Miałam z nim romans I byłam w ciąży. Kazał usunąć. Jest prokuratorem. Był. Ma syna, za którego wyszłam za mąż. Otrułam dziada, że tak mnie skrzywdził.

  • I wydało się – stwierdziłam

  • Nie. Oficjalnie stary miał zawał. Zobacz jak sie stara – wskazała palcem miejsce na dachu – Ale firmy mi nie zabierze. Jest na córkę

    Po korytarzu przetoczyło sie cos ciezkiego. Serce znów zabiło mocno. Potem usłyszałam świst

    … Woda w basenie była ciepła I nibieska. Było jasno. Wylazłam z basenu ociekajaca woda. Wytarłam sie landrynkowym recznikiem.

  • Miło tu – zauwazyłam. Kobieta opalała sie rozłorzywszy ciało na lezaku.

  • Ostatnie promienie – powiedziała. Poleciłam jej wejść do basenu bo dostanie udaru. Rozesmiała się. Od strony domu w nasza strone biegła mała dziewczynka, ubrana w różowa sukienkę.

  • Mamusiu! Dlaczego cie nie ma? – spytała

  • Jestem I zawsze bedę – odparła kobieta I przytuliła małą – zaopiekuj się tatą.

    Rozłożyłam sie na swoim leżaku I zamknełam oczy.

 

Ktos szarpał mnie za ramię.

  • Prosze pani! Prosze pani! – usłyszałam – Lekarz pania przyjmie – otworzyłam oczy. Leżałam w szpitalu, na łóżku. Spróbowałam sie podnieść. Kreciło mi się w głowie. Kobieta, która przed chwila szarpała ramie ,ujęła je zrecznie I wyprowadziła mnie na korytarz.

  • Ta kobieta juz sobie poszła? – spytałam

  • jaka kobieta?

  • Ta co była tu nago – -odparłam

  • Nikogo tu nie było – zdenerwowała sie moja podpora – jedna przywieźli ale to trup – wysapała – kupa miesa

    Korytarz był strasznie długi. Nogi miałam jak z waty.

  • Która godzina ? Spytałam

  • Druga w nocy. Prosze tu wejść – wskazała drzwi. Złapałam klamke I nacisnełam. Zanim oddałam sie w rece lekarza jeszcze troche sie odwodniłam.

    Lekarz był zmeczony I chyba nie słuchał tego co do niego mówiłam. Właściwie to sama nie wiem czy coś mówiłam. Nagle zrobiło sie ciemno. Jakby ktoś zgasił światło.

    …. Ulica zdawała sie nie miec końca. Co ja tu robie? Pomyślałam. Przecież jestem w szpitalu! Co jest grane do kurwy…Doszłam do mostu. Dookoła zgromadzenie gapiów, a z wnetrza ziemi czarny dym. Podeszłam bliżej. Tamta kobieta ,co to była w pokoju nago, zjawiła sie nie wiadomo skad.

  • Witaj – rzekła slicznie sie usmiechajac. Mnie ta sytuacja przestała bawic. Byłam w szpitalu I byłam tu

  • Co jest grane? – spytałam – Już nawet pochorowac nie można w tym kraju? – burknełam. Kobieta pociągneła mnie w strone karetki, w której oknach zauważyłam firanki, takie same jak w karawanach.

  • Zdaje się, że chciałaś to zobaczyć – stanęła przy noszach, a potem odkryła zielone przescieradło. Zakryłam usta

  • Co to jest? – spytałam odwracajac wzrok

  • To czym jesteśmy. To czym sie tak zachwycamy, pożądamy. Jeśli tego właśnie chcesz. Jeśli tylko to się dla ciebie liczy to ja ci to moge teraz dać – powiedziała I w mgnieniu oka zrzuciła z siebie ubranie , w którym była I szybko ruszyła w moją stronę. Zasłoniłam się w obawie przed ciosem. Tym czasem poczułam jak wypełnia mnie jakieś ciepło.

  • Jezu – wyjeczałam imie zbawiciela, a potem obejrzałam się. Stałam na szpitalnym korytarzu w kusej koszuli. Rozejrzałam sie. Dookoła było pusto I cicho. Przysiadłam na krzesełku I próbowałam poukładać do kupy wszystkie klepki w głowie. Nie dało się. Wszystko się rozsypywało. Nic do siebie nie pasowało. Zwariowałam albo znów jestem w jakims snie wariata. Co to miało być?

  • Co pani tu robi? – to była na szczeście pielęgniarka – Jest środek nocy. Prosze wracać do pokoju. Wyjeła pani igłę z welfronu. Nie można tego robić.

  • Musze widziec sie z jedną dziewczyną. Była tu I cos ważnego chciała mi powiedziec ale nie zdażyła – Tłumaczyłam

  • Proszę wracać do łóżka – łagodnie napierała pielęgniarka – Rano przyjdzie lekarz I pomoże pani odnaleźć znajomą. No! Idziemy.

     

     

    Tydzień leżałam w szpitalu. Tak mnie ta historia z tym sraniem I żyganiem przybiła do łóżka, że prawie nie wstawałam. Pielęgniarki myły mnie I czesały. Prawie nic nie jadłam. Prawie robi różnicę. Miałam wbitą igłę w organizm I nią mnie karmiono. Ciągle myślałam o tamtej kobiecie I co to własciwie było. Psychiatra przychodził regularnie. Dwa razy w ciagu dnia I opowiadał co wyprawiałam

  • Bierze pani narkotyki? – spytał w końcu

  • Nie ale chyba zacznę – odburknęłam. Pytał. Nie dziwię się po tym co usłyszałam. Gadałam do siebie, chciałam rozmawiać z kimś kto nie żył od pięciu godzin. Lekarka pokazała mi zwłoki kobiety I puściłam na nia pawia. Chciałam mówić do trupa bo on do mnie mówił I tym podobne Brednie.

  • Co to za kobieta? – spytałam

  • która?

  • No ta , z którą gadałam

  • Żona jakiegos prawnika. Podobno celowo zjechała ze skarpy przy moście. Niewiele z niej zostało – dodał lekarz

  • Ze skarpy przy moście – powtórzyłam

  • Tak. Podobno napisała list – dodał jeszcze lekarz

  • List – zdziwiłam się

  • Tak. Jest tam napisane, że miała romans z teściem , usówała ciążę. Potem wyszła za jego syna I zabiła teścia. Szum jest teraz bo wtedy uznano, że to był zawał, a teraz musza rozkopać sprawe.

  • Rozkopać?

  • Tak. Ekshumacja. Wie pani co? Tak sobie myślę, że nie jestem pani potrzebny – zauważył

  • Jak miło to słyszeć – ucieszyłam się

  • Przychodzę tu I opowiadam takie rzeczy – pokiwał głową

  • Może idź pan do psychiatry – poradziłam. Roześmiał się. Mnie nie było do smiechu ale miło gdy twój psychiatra sie cieszy. To dodaje otuchy

  • Na korytarzu czeka jakiś pani kolega. Nie będe przedłużał – powiedział I wstał z krzesła. – To jest pani wypis. Może pani wracać do domu – dodał

  • Jaki kolega? – spytałam

  • Przychodził tu I pytał o pani zdrowie – odparł lekarz I wyszedł. Za chwilę do pokoju wszedł Grześ

  • Cześć! Jak się czujesz? – spytał beztrosko

  • Nareszcie porządnie sie wysrałam – odparłam przyglądądając mu sie podejrzliwie. Zawsze był hamem I zawsze robił mi kąśliwe uwagi do mojego makijażu. Nienawidziłam go, a teraz, kiedy byłam tutaj w tej obskórnej koszulinie I w takim stanie, byłam pewna, że przyszedł sobie poużywać. Czekałam. Położył bukit róż na szafce

  • Dobrze ci zrobił pobyt tutaj – zaczął. Cos podobnego!? Dobrze mi zrobił pobyt w szpitalu? No dalej, dalej… Czekałam aż mnie czymś powali. Jakimś komplementem typu "dużo tynku" albo "szpachla ci odpadła". A tu nic. Siedzi I gapi się.

  • Czego chcesz? – spytałam ostro. Cały ten cyrk troche mnie męczył I naprawde wolałam już usłyszeć te wszystkie docinki. Grzes podał mi torbę

  • Przyniosłem ci ubrania. Dziewczyny mi dały. Podobno wychodzisz – Wyjasnił

  • Czemu one nie przyszły? – Spytałam

  • Jest srodek tygodnia. Sa w pracy

  • A ty?

  • Mam urlop – odparł – naprawde dobrze się czujesz? – spytał znowu

  • Psychatra wyszedł stąd przed tobą to chyba nie za bardzo – odparłam I odwróciłam się do okna

  • przebierz się I idziemy – poprosił

  • Dzięki za troske ale poradze sobie. Możesz iść – rzuciłam szorstko I zabrałam sie za ogląd torby. Bardziej niż ubrań pożądałam teraz szminki I podkładu. Grzebałam w torbie ale nic nie znalazłam. Holera. Co ja teraz zrobie? Podniosłam sie, wzięłam torbe I nie zwracając uwagi na siedzacego wciąż Grzesia, poszłam do łazienki. Trzeba będzie znaleźć jakis kiosk. Może tam będzie fluid albo chociaż puder. Mydło, recznik, dezodorant. Mydliłam sie chyba z tysiąc razy I zmywałam pianę. W efekcie skóra piekła mnie jak diabli. Wciągnełam spodnie. Były troche za luźne. Sciągnełam je paskiem. Moja ulubiona bluzeczka z piękną buzia . Zerknełam w lustro. Raz, potem drugi. Ki czort! Stoję tak I gapie sie na siebie I nie wierze. Wyszłam z łazienki I stoje.

  • No nareszcie! – ucieszył się Grześ – zlituj sie , jestem głodny

  • No to idź cos zjeść. Poradzę sobie – odparłam. Siedział dalej – Po co tu przyszedłeś? Żeby się nabijac ze mnie jak zwykle? – dodałam

  • Martwiłem się – powiedział cicho

  • Nie potrzebuję twojej litości. Wynocha! – warknełam

  • Chyba ten psychiatra serio ci nie pomógł. Wariatka – syknął I ruszył do drzwi. Cisnęłam w niego bukietem róż. Podniósł go I wyszedł.

    Położyłam sie na łóżko, próbując znów poukładać wszystkie klepki. Usłyszałam tylko szum w głowie. Nic sie nie zgadzało. Nie wiem ile tak leżałam. Przez chwilę wydawało mi sie, że widzę uśmiechnietą gębę z plamami na policzkach I na brodzie. Wyciągnęłam rękę, a obraz zgasł jak ekran telewizora.

     

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*