Szminka I podkład

 

Jesteśmy z mięsa i lepkiej, czerwono – brązowej cieczy. Piękno nie ma z tym nic wspólnego. Nie wiem jak o tym pisać, jak myslec…

Od kilku dni czułam się jak powoli stygnąca galareta. Moje wnetrze puchło. Wydawało mi się, że wszystkie myśli skleiły sie w jedną wielką bryłe I obijały sie z trudem o czaszkę. Podawali mi jakieś prochy a potem spałam. Widziałam jakies twarze, które nachylały się nademną I nic więcej.

Był wieczór kiedy otworzyłam oczy i spojrzałam w okno. Do pomieszczenia weszła kobieta w zielonym fartuchu.

  • Pan doktor panią prosi do siebie – powiedziała cicho. Zadudniło mi we łbie jak w studni aż zmrużyłam oczy. Kobieta czekała.

  • Proszę usiąść – usłyszałam cichy głos młodego mężczyzny. Ruszyłam wolno przed siebie ale pewności nie miałam czy nie wydarzy sie coś dziwnego. Do tej pory tak było tylko nikt mi nie wierzy.

    Podeszłam do krzesła I dotknęłam go. Było. Ostrożnie usiadłam. Nie patrzyłam na gościa. Na razie wszystko było OK

  • Proszę opowiedziec co się stało? – zaproponował. Znów zadudniło mi we łbie a potem nic – pusto. Próbowałam się skupić na choćby jednym słowie. Nie wiem ile to trwało ale ten łapiduch był cierpliwy jak Pan Jezus. Co mu powiem, że gadałam z kupą mięsa? Już I tak nikt nie słucha tego co mówię.

    "…Spałaś! Darła się młoda lekarka wyprowadzona z równowagi. Ona tu była! Mówiłam do niej! Darłam sie ja. Ma dziecko I firmę! Zabiła swojego teścia!…, Ona nie żyje od pięciu godzin!… Ripostowała pani doktor…Nie! To nie prawda! Pozwólcie mi z nią mówić!- Lekarka poddała się. Zaprowadziła mnie do małego pomieszczenia. Byłam pewna, że Ona tam siedzi. Tymczasem stało tam łóżko okryta czymś… zakrwawionym. Lekarka uniosła to coś… ja odpłynęłam"

    Dziś juz sama nie wiem jak to właściwie sie zaczęło. Pamiętam tylko tyle, że strasznie rozbolał mnie brzuch I prawie nie wychodziłam z kibla u Marty na party. A właśnie! U Marty! Nic nie jadłam, troche wypiłam. Nie wiem. Następnego dnia siedziałam w szpitalu na izbie przyjeć bo to była niedziela. Zawieźli mnie prosto z tych baletów. Jak ja się parszywie czułam. Po drodze puściłam jeszcze dwa pawie, zdażyłam otworzyc drzwi, bo Grześ wypatoszyłby mnie gdybym zrobiła to jego samochodowi. Bez przerwy gadał, że ktoś mi czegoś dosypał, że powinnam była przyjść z chłopakiem. Zawsze to dwie pary oczu. Na imprezach jest różnie. Gdybym miała więcej siły przywaliłabym mu przez łeb. Co chwila zerkał na mnie czy nie będe żygać. Było mi wszystko jedno.

    Chłopaka nie mam bo kto chciałby pokazać sie ze mną. Dziewczyna musi być ładna.Ja jestem szpetna jak noc listopadowa. Okropa twarz I jeszcze te plamy, na policzkach na brodzie. Ochyda. Sama sie nie lubię, a co dopiero ktoś. Nie lubię siebie nie lubie ludzi. Dobrze, że są kosmetyki, którymi można to wszystko ogarnąć.Koleżanki mnie lubią chociażby za to, że one mają swoich rycerzy a ja nie. Wiem o tym. Myśle, że gdyby do mojej brzydoty dodać jeszcze parszywy charakter to musiałabym palnąć sobie w łeb.

    Przestałam przesadzać z alkoholem. Nie stawiałam sie na imprezy weekendowe. Pokuta była bolesna tym bardziej, że lubiłam się zabawić I telefony ciągle dzwoniły. Rekordzistą był Grześ. "Poczekam miesiąc" pomyślałam "jeśli nic sie nie wydarzy to zaryzykuję". Zbyt wiele się stało I jeszcze wizyta w poradni "K".Siedziałam na poczekalni czekając na swoją kolej. Usiadła obok I nerwowo gniotła husteczkę. Potem zaczęła opowiadać o swoim poronieniu. Nie patrzyłam na nią. Słysze ją ale jej tu nie ma. Pamietam tylko jej słowa "jesteśmy tylko kupą mięsa, piękno nie ma z tym nic wspólnego". Potem uciekłam.

 

 

Mam brzydką twarz. To motto mojego życia. Niektórzy sie oburzaja, że sobie wmawiam. Cieżko wmówić sobie coś co jest . Blizcy tego nie widza to jasne Dla nich liczy się, że jestem mądra, zgrabna, powiedzmy. Cos innego. Co? Pytam. Wnetrze. Pada odpowiedź

  • Jasne – mówi wtedy Dynia (około setki waży) – nadkwasota, jeden ząb do picia wody I włosy na jezyku

    Może.

    Komentarze typu "O! Mały stosunek ze schodami!" albo "To po syfilisku" pozbawiaja mnie zupełnie hormonów I słów. Bozia mnie opuszcza. Przy moim poczeciu chyba też jej nie było. O co tu chodzi? Czym jest piękno? Zamyka sie w symetrii twarzy, kolorze oczu, które wabią

 

 

reakcja oka pozwala

utrwalić obraz co się zapala

by nie znikł

łza płynie, odświeża obraz

reakcja serca pozwala na puls

nagły

ruch w ciele skurcz

mięśni wyzwala

ból się pojawia

Potrzebę ustala

reakcja płynie od bólu do oka

od patrzenia do porzadania

zaczyna sie wolna reakcja spalania

Ocknęłam sie na kozetce. W nogach siedziała naga młoda kobieta. Miała długie czarne włosy I piekny profil. Zerkałam na nia chwilę. Nie patrzyła na mnie wiec mogłam chwilę pomyślec.

  • Przepraszam. Muszę do kibla – odezwałam się I oparłam na łokciach

  • Obudziła się pani. Musze tu posiedzieć. Przyjdą po mnie dopiero po południu – wyjasniła. Podniosłam sie I poszłam do klo. Spojrzałam na zegarek. Była szósta. Nie wiem, rano czy wieczór. Spałam. Nie wiem ile.

  • Może pani cos na siebie zarzuci – zaproponowałam cicho. Krepowała mnie jej nagość. Nie byłam aż tak zdesperowana

  • nie mam ubrań – odparła – przywioza

  • To może prześcieradło. Leżą tam – wskazałam na stolik. Dziewczyna wstała I podeszła do stolika. Potem delikatnie zdjęla jedno I owinęła się nim.Potem znów usiadła na moim łóżku. Trochę mnie to irytowało bo nie mogłam swobodnie się wyciągnąć.

  • Co sie stało, że pani tu jest? – spytała

  • Nie wiem – odparłam sucho – czekam na lekarza. Nie wychodze z kibla. – odparłam. Mimo mojch opresji byłam ciekawa czemu ona siedzi tutaj – naga.Była naprawde piekna I zgrabna. "Gdybym miała jej urodę I figure" pomyślałam I popłynełam za tą myślą. Życie miałoby sens I smak. Bez problemu lepsza praca, aprobata otoczenia I kilka jeszcze pieknych swormułowań, których tak brakuje w zyciu mym dotychczasowym. Zakrztusiłam sie marzeniami I pognałam znowu do klopa. Sranie wodą na skoczka to strasznie wyczerpujace zajecie w dodatku pusciłam pawia do zlewu. Miałam ochydny smak w ustach. Wypłukałam jamę I umyłam twarz. Potem jakimś cudem umyłam sie po przeciwnej stronie I wróciłam do mojego wyrka. Kobiety nie było. Zrobiłam spory łyk wody z butelki, którą dała mi pielegniarka. Na korytarzu słychac było podniesione głosy. Ktoś gdzieś biegł. Ktos coś krzyczał, a przepastne gardło korytarza odpowiadało echem dudnienia.(cdn.)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*